Dominik Jańczak: Przez ostatnie trzy dekady polski rynek hotelarski przeszedł drogę od deficytu miejsc noclegowych do ogromnej konkurencji i profesjonalizacji. Dziś właściciele obiektów zmagają się z rosnącymi kosztami energii, presją płacową i dynamicznie zmieniającymi się modelami rezerwacyjnymi, które mocno obciążają marżę. W dobie platform takich jak Booking czy Airbnb, tradycyjny model hotelowy musi szukać nowych przewag. Panie prezesie, patrząc z perspektywy ćwierćwiecza w branży, czy bycie hotelarzem w 2026 roku to wciąż lukratywny biznes, czy już raczej walka o każdy procent marży?
Andrzej Bartkowski: Kiedy budowałem hotel, spotkałem się ze słynnym hotelarzem – panem Tadeuszem Gołębiewskim – który powiedział mi wtedy, że „ na hotelarstwie nie można stracić”. I rzeczywiście – w tamtych czasach tak to wyglądało. Rynek był inny. Mniejsza konkurencja, większy popyt, zupełnie inne koszty. Gdybym teraz budował hotel od zera, nie jestem przekonany, czy taka inwestycja by się spłaciła. Dziś to już nie jest to samo.
Najgorsze teraz jest to, że ceny stoją, a koszty idą w górę. Dwadzieścia pięć lat temu pokój dwuosobowy kosztował około 300 – 350 zł. Dziś kosztuje praktycznie tyle samo, tyle że w międzyczasie wszystko poszło w górę: energia, żywność, wynagrodzenia, podatki. Wszystko. A cen podnieść się nie da. Bo jeśli podniosę – nikt nie wybierze mojej oferty.
Druga kwestia to nadmiar hoteli i niskie obłożenie. Proszę sobie wyobrazić, że w samej Warszawie średnie obłożenie obiektów noclegowych waha się między 45 a 50 % – to na granicy rentowności. To powoduje, że każdy walczy o klienta jak może.
W segmencie konferencyjnym wygląda to jeszcze ostrzej. Zapytania mamy, nawet w dużej liczbie, ale realizuje się około 10 – 12 %. Klient wysyła zapytanie do piętnastu, a nawet dwudziestu hoteli i patrzy, gdzie jest taniej. Nieraz mamy takie negocjacje dosłownie śmieszne, że domaga się obniżki o dwa tysiące złotych przy imprezie wartej trzysta tysięcy. Braliśmy też udział w konkursie, gdzie większość hoteli wyceniała wydarzenie na około 300 tysięcy złotych, a jeden podmiot złożył ofertę na 190 tysięcy. Dla mnie to niemożliwe, żeby dobra usługa była wykonana za taką kwotę, skoro wszyscy inni wyceniają podobnie. Dumping teoretycznie jest niedozwolony, ale w praktyce funkcjonuje i psuje rynek.
Dziś jest trudniej niż kiedyś również z powodu ostatnich wydarzeń. Kongresów międzynarodowych praktycznie nie ma. Dawniej organizowaliśmy wydarzenia na 5 – 6 tysięcy osób. Teraz to są pojedyncze przypadki. Hotelarstwo to nie jest już łatwy, oczywisty biznes, ale ja wierzę, że to się niedługo zmieni. Jestem dobrej myśli i mimo swojego wieku jestem gotowy pracować, bo to dla mnie wielka przyjemność.
DJ: Co dziś stanowi „ bottom line” rentowności hotelu i które elementy kosztowe uważa Pan za kluczowe do bezwzględnej optymalizacji, a na czym przedsiębiorca nigdy nie powinien oszczędzać?
AB: To jest takie pytanie, na które odpowiedź jest jednocześnie prosta i trudna. Bo w zasadzie można powiedzieć: nie powin-
smart-magazine. pl
11