Jeśli Twój biznes rośnie, a Ty czujesz, że zaczynasz przypominać ośmiornicę próbującą żonglować jednocześnie dziesięcioma płonącymi pochodniami, to mam dla Ciebie dwie wiadomości. Dobra to: „ Gratulacje, firma idzie do przodu!”. Zła – „ Jeśli czegoś nie zmienisz, to za chwilę albo Ty się wypalisz jak zapałka, albo któraś z tych pochodni spadnie Ci na głowę i narobi bałaganu”. Tym czymś, co musisz zmienić, jest nauczenie się delegowania zadań.
Wiem, wiem, dla wielu soloprzedsiębiorców i freelancerów słowo „ delegowanie” brzmi jak jakaś fanaberia zarezerwowana dla wielkich szefów. Ale uwierz mi, to jedna z najważniejszych umiejętności, jakie musisz opanować, jeśli chcesz, żeby Twój biznes przetrwał i się rozwijał, a Ty nie zamierzasz skończyć na kozetce z diagnozą „ zaawansowany zespół wszystkorobienia naraz”.
Syndrom Zosi Samosi – Twój wewnętrzny dyktator
Dlaczego tak trudno nam oddać część roboty komuś innemu? Powodów jest zwykle kilka i pewnie w którymś z nich się odnajdziesz:
1. „ Nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ja”. Klasyka. Jesteśmy przekonani o swojej niezastąpionej genialności w każdym, nawet najdrobniejszym aspekcie.
2. „ Szybciej zrobię to sam, niż komuś wytłumaczę”. Na krótką metę może i tak, ale długoterminowo to prosta droga do utonięcia w robocie operacyjnej. 3. „ Nie stać mnie na to”. O tym pogadamy później, bo to często błędne myślenie.
4. Strach przed utratą kontroli. Boimy się, że jak ktoś inny coś zrobi, to będzie źle, nie po naszemu, a my stracimy nad tym panowanie.
5. Poczucie winy. „ Jak to, mam płacić komuś za coś, co sam mógłbym zrobić wieczorem, kosztem snu i życia prywatnego?".
Te wszystkie myśli są normalne. Twój wewnętrzny głosik, który nakazuje Ci, byś wszystko robił sam i trzymał łapki na każdym zadaniu, to często największy hamulcowy Twojego wzrostu. Musisz się z nim dogadać i wytłumaczyć mu, że odpuszczenie części obowiązków to nie porażka, tylko mądra strategia.
Jeśli nadal wydaje Ci się, że delegowanie to fanaberia, pomyśl o gościu takim jak Tim Ferriss. Facet napisał książkę 4-godzinny tydzień pracy, która stała się biblią dla całej generacji przedsiębiorców chcących żyć, a nie tylko pracować. Jaka jest jedna z głównych myśli tej książki? Właśnie delegowanie! Ferriss pokazał, że można zatrudnić wirtualną asystentkę z Indii czy Filipin za kilka dolarów za godzinę, żeby zajmowała się jego mailami, robiła research w internecie i planowała mu wakacje.
On w tym czasie uczył się tanga w Argentynie albo trenował kickboxing w Tajlandii, a jednocześnie prowadził dochodowy biznes. Czy myślisz, że delegował zadania, bo był leniwy? Nie, robił to, bo był sprytny.
smart-magazine. pl
43