polityczna oraz uciążliwe tarcia handlowe zebrały na tym polu swoje nieuchronne żniwo.
Nie oznacza to jednak, że cała tamtejsza gospodarka się zatrzymała. Mimo potężnych wstrząsów makroekonomicznych – wliczając w to sam wynik referendum, potężne zawirowania polityczne, pandemię COVID-19 czy drastyczny szok energetyczny z 2022 roku – wzrost gospodarczy Wielkiej Brytanii utrzymał się na zaskakująco dobrym poziomie. Średnie roczne tempo wzrostu PKB od 2016 roku wyniosło 1,4 procent, czyli dokładnie tyle samo, co w stabilnej dekadzie poprzedzającej brexit, obejmującej lata 2005-2015. Zmienił się jednak sam silnik napędzający tę maszynę. Wzrost opiera się dziś w znacznie większym stopniu na konsumpcji publicznej, czyli wydatkach rządowych, a także na inwestycjach mieszkaniowych, podczas gdy wyraźnie i boleśnie wyhamowały inwestycje samych przedsiębiorstw.
Z perspektywy biznesowej na szczególną uwagę zasługuje jednak pewien uderzający paradoks ujęty w badaniach Allianz Trade. Jak doskonale pamiętamy, ograniczenie imigracji i uszczelnienie granic było jednym z głównych haseł kampanii zwolenników opuszczenia Wspólnoty. Tymczasem od czasu formalnego wyjścia ze struktur gospodarczych UE z początkiem stycznia 2021 roku brytyjski wzrost w coraz większym stopniu opiera się właśnie na pracownikach urodzonych za granicą. Nowo przybyli imigranci przyczyniają się obecnie do generowania ponad połowy całego wzrostu brytyjskiego PKB. Z kolei tworzenie nowych miejsc pracy na Wyspach wciąż silnie koncentruje się wokół tej właśnie grupy społecznej.
Z jawnym rozczarowaniem muszą też patrzeć na statystyki zwolennicy brexitu z uboższych regionów, którzy wierzyli w redystrybucję dóbr z metropolii. Zmniejszenie dysproporcji między bogatym Londynem a resztą kraju po prostu nie nastąpiło. W aż 59 procentach populacji zamieszkującej obszary, które głosowały za wyjściem z Unii, od 2016 roku obserwuje się dalsze pogłębianie różnic w stosunku do średniego krajowego dochodu na mieszkańca.
Wielkie przetasowanie w łańcuchach dostaw
Jak wskazują obszerne dane zgromadzone przez Allianz Trade, brexit wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi w globalnych łańcuchach dostaw, a Unia Europejska powoli, ale systematycznie traci swój brytyjski przyczółek. Szacunki strukturalne pokazują dobitnie, że handel towarami między Wielką Brytanią a Wspólnotą jest o około 21 procent niższy, niż byłby w scenariuszu, w którym kraj ten pozostałby w unijnych strukturach.
Choć zjednoczona Europa wciąż pozostaje absolutnie największym partnerem handlowym Londynu, jej dominująca pozycja nieubłaganie słabnie. Obecnie z państw Unii Europejskiej pochodzi 43 procent całkowitego importu towarów do Wielkiej Brytanii. Taki wynik nadal robi ogromne wrażenie, dopóki nie zestawimy go z danymi sprzed dziesięciu lat, kiedy to odsetek ten wynosił aż 57 procent. smart-magazine. pl
65