LUDZIE I BIZNES członków zespołu ma staż powyżej 10 lat, a kilkanaście osób jest z nami od samego początku. Wszystkich traktujemy jak rodzinę i to procentuje. Taki zespół ma lata doświadczenia i pracuje jak dobrze naoliwiony mechanizm, co wpływa na jakość naszych usług, doświadczenie klienta i wizerunek hotelu.
DJ: Budowa i prowadzenie dużego, prywatnego hotelu w Polsce wymagało w latach 90. ogromnej odwagi i wizji, której często brakowało korporacyjnym sieciom. Dzisiaj rynek jest nasycony, a cykle koniunkturalne wydają się coraz krótsze i mniej przewidywalne. Inwestorzy stają przed dylematem: czy trzymać się sprawdzonych standardów, czy ryzykować agresywne innowacje i rebrandingi. Jak odróżnić chwilową modę w hotelarstwie od trwałego trendu, w który warto zainwestować miliony złotych? Na ile w Pana decyzjach biznesowych przez te lata dominował chłodny rachunek ekonomiczny, a na ile „ nos” hotelarza, który widzi potrzeby rynku wcześniej niż pokaże je arkusz kalkulacyjny?
AB: Zaczynając, nie miałem żadnego doświadczenia w hotelarstwie, dlatego najpierw robiłem wszystko dosłownie z książką w ręku. Normy, wzory, wskaźniki, przedziwne nazwy hotelarskie. Przez pierwsze dziesięć lat wszystko miało być zgodnie z teorią. No i po tej dekadzie zauważyłem, że niewiele z tego wynika. Zrozumiałem, że ważniejszy jest nos. Intuicja. Doświadczenie. Czasami trzeba zaryzykować i zrobić coś, czego w arkuszu kalkulacyjnym się nie obroni.
My zrobiliśmy kiedyś inicjatywę, którą nazywałem „ catering show”. W Pałacu Kultury, później na Expo. Były to imprezy dla ponad tysiąca osób. Wieczory, które kosztowały nas straszne pieniądze. Kilkaset tysięcy złotych
fot. Bartek Winnicki
14 # 1 marzec 2026