SMART Business 2/2026 | Page 91

musimy zajrzeć za kulisy branży motoryzacyjnej, gdzie od lat trwa zacięta walka między inżynierami a księgowymi. Tradycyjny model biznesowy w segmencie A opierał się na dużym wolumenie sprzedaży przy absolutnie minimalnej marży. Według szacunków analityków rynkowych zysk producenta na małym spalinowym samochodzie wahał się w granicach od dwóch do czterech procent. Gdy auto kosztowało w salonie pięćdziesiąt tysięcy złotych, dawało to zaledwie kilkaset euro czystego zarobku na sztuce.
Ten kruchy ekosystem został całkowicie zdemolowany przez unijne regulacje. Wdrożenie dyrektywy GSR2, wymagającej integracji zaawansowanych systemów wsparcia kierowcy, podniosło koszty wyprodukowania jednego egzemplarza o średnio tysiąc do dwóch tysięcy euro. Gdy dodamy do tego konieczność dostosowania małych silników do rygorystycznych norm emisji spalin, rachunek ekonomiczny staje się bezlitosny. Producentom zwyczajnie przestało opłacać się sprzedawanie małych aut po starych cenach, a przeniesienie pełnych kosztów homologacyjnych na klienta sprawiło, że auta miejskie cenowo zaczęły niebezpiecznie zbliżać się do znacznie bardziej uniwersalnych aut kompaktowych.
Wszyscy kochamy crossovery – zapatrzeni w wyższy prześwit
Ekonomia i legislacja to jednak tylko jedna strona medalu, ponieważ ogromna wina za transformację najmniejszych samochodów leży również po stronie samych konsumentów i zmian w ich gustach. Obserwujemy zjawisko crossoveryzacji europejskiego rynku motoryzacyjnego. Jak pokazują dane z rynku, samochody ze zwiększonym prześwitem i wyższą pozycją za kierownicą zagarnęły grubo ponad pięćdziesiąt procent udziałów w całkowitej sprzedaży nowych aut w Europie. Kierowcy, nawet ci poruszający się wyłącznie po gładkich, miejskich arteriach, pokochali poczucie bezpieczeństwa i lepszą widoczność, jaką daje wyżej zawieszone nadwozie.
Producenci bardzo szybko dostrzegli, że klienci są skłonni zapłacić od piętnastu do nawet dwudziestu procent więcej za samochód, który z wyglądu przypomina muskularnego SU- V-a, nawet jeśli technicznie opiera się na podzespołach zwykłego miejskiego hatchbacka. Zamiast więc walczyć o klienta klasycznymi, pudełkowatymi sylwetkami, marki zaczęły podnosić swoje najmniejsze modele i sprzedawać je z wyższą marżą. Zjawisko to sprawiło, że tradycyjne niskie auta zostały wyparte przez modne mikro-crossovery, które lepiej rezonują z oczekiwaniami współczesnego nabywcy, gotowego dopłacić za atrakcyjny, nieco uterenowiony design.
Elektryfikacja – gorzka pigułka do przełknięcia
Wydawać by się mogło, że odpowiedzią na bolączki segmentu A jest elektryfikacja, bo przecież środowisko miejskie to naturalny ekosystem dla samochodów zasilanych prądem. Krótkie dystanse, częste hamowanie i brak problemów z zimnym, niedogrzanym silnikiem spalinowym powinny dawać wyraźną przewagę. W praktyce jednak przejście na bezemisyjność zderzyło się z murem w postaci cen surowców.
Choć średni koszt wyprodukowania jednej kilowatogodziny pojemności akumulatora trakcyjnego spada i w połowie tej dekady
smart-magazine. pl
91