SMART Business 2/2026 | Page 92

FIRMOWA MOBILNOŚĆ ustabilizował się w okolicach od stu do stu dwudziestu dolarów, to jednak wyposażenie małego auta nawet w skromną baterię o pojemności około trzydziestu kilowatogodzin podnosi koszt samej produkcji o kilka tysięcy dolarów. W efekcie w pełni elektryczne samochody miejskie stały się paradoksalnie produktami niszowymi, celującymi często w klienta poszukującego lifestylowego gadżetu, a nie taniego w eksploatacji auta.
Branża znalazła się w punkcie zwrotnym, w którym z jednej strony powrót do benzyny jest prawnie blokowany, a z drugiej tanie auta na prąd wciąż zmagają się z wysokimi kosztami technologii akumulatorowych. To właśnie ta rynkowa próżnia ukształtowała obecny krajobraz segmentu A, w którym przetrwali wyłącznie gracze potrafiący zaoferować coś więcej niż tylko cztery koła i kierownicę w najniższej możliwej cenie.
Przegląd rynku – te auta z segmentu A kupisz jeszcze w salonie
Skoro wiemy już, dlaczego z rynku zniknęło tak wiele kultowych modeli, warto przyjrzeć się temu, co dokładnie na nim pozostało. W połowie 2026 roku polski klient, dysponujący budżetem w przedziale od siedemdziesięciu do niespełna stu tysięcy złotych, staje przed mocno ograniczonym wyborem. Producenci, którzy zdecydowali się pozostać w segmencie A, obrali zupełnie różne strategie przetrwania. Jedni postawili na modny wygląd i zwiększony prześwit, drudzy zaryzykowali pełną elektryfikację, a jeszcze inni uznali, że najlepszą drogą jest po prostu powrót do korzeni, czyli zaoferowanie maksymalnie praktycznego wnętrza ubranego w tradycyjną, sprawdzoną technologię spalinową. To właśnie tę ostatnią grupę weźmiemy pod lupę w pierwszej kolejności, ponieważ to ona jest duchowym spadkobiercą dawnych, budżetowych pojazdów miejskich.
Hyundai i10 Gdy europejscy giganci zwijali żagle, koncern Hyundai-Kia konsekwentnie modernizował swoje najmniejsze pojazdy, udowadniając, że przy odpowiedniej skali produkcji wciąż można zaoferować klasyczne spalinowe auto do miasta. Głównym filarem tej filozofii jest Hyundai i10. To samochód, który wbrew rynkowym modom nie udaje terenówki, lecz skupia się na maksymalnym wykorzystaniu dostępnej przestrzeni. Przy długości wynoszącej dokładnie 3,67 metra oraz średnicy zawracania na poziomie 9,6 metra auto z łatwością deklasuje większość kompaktów podczas parkowania równoległego w zatłoczonym centrum. Co niezwykle rzadkie w dzisiejszym segmencie A, w zależności od wybranej wersji wyposażenia, koreański maluch może pochwalić się pełnoprawną pięciomiejscową homologacją, a jego bagażnik oferuje bardzo solidne 252 litry pojemności.
Zaglądając do cenników w 2026 roku, zauważymy, że próg wejścia w posiadanie modelu i10 w wersji bazowej wynosi około 69 300 złotych z uwzględnieniem rabatów u dealerów( lub regularne 72 300 złotych). Największym atutem modelu pozostaje jednak to, co kryje się pod maską. Znajdziemy tam tradycyjne, wolnossące jednostki z wtryskiem wielopunktowym( MPI) o pojemnościach 1.0 lub 1.2 litra, a dla poszukujących dynamiki przewidziano wersję z turbodoładowanym silnikiem 1.0 T-GDI. Próżno tu szukać skomplikowanych i drogich w serwisowaniu układów hybrydowych
92 # 2 lipiec 2026